Jutro na ekrany naszych kin wchodzi znakomity film pod tytułem „Droga do szczęścia”. Niestety odrobinę przeoczony przez Amerykańską Akademię Filmową (Oscary), ale za to należycie obsypany Złotymi Globami. Warto go obejrzeć głównie dla znakomitych ról Kate Winslet oraz Leonardo DiCaprio (spotkali się w jednym filmie dopiero po 12 latach, ostatnio w „Titanicu”).
A piszę z jednego powodu. Piękny, biały, subtelny plakat może sugerować, że mamy do czynienia z jakimś pospolitym romansem. Wiele par idąc do kina, gdy zobaczy plakat, może zasugerować się, że to na pewno film dla nich. Otóż nie do końca. „Droga do szczęścia” do film o miłości nieszczęśliwej, bardzo depresyjny i dołujący, to też na pewno nie nadaje się na randki. Nie jest to też komedia romantyczna, gatunek tak uwielbiany w naszym kraju. „Droga do szczęścia” to film, który skłania do przemyśleń i refleksji. Jego bardzo spokojna, powolna (dla niektórych nudna) narracja idealnie ukazuje, jakie było życie na Revolutionary Road dla bohaterów.
















