Syndrom ostatniej sceny
Ostatnimi czasy zauwazylem, ze moje ukochane seriale zaczynaja miec syndrom ostatniej sceny. Nie jest to nic zlego, aczkolwiek drugiej strony moze i jest. Juz wyjasniam. Kolejne odcinki sa dobre, zaczynaja sie swietnie, po czym tresc troche sie rozmywa, a w niektorych nawet odczuwalna jest nuda. I po tym wszystkim nastepuje finalna, koncowa scena, ktora wywoluje w nas przerozne emocje, a scena ta zostaje przez nas zapamietana jeszcze na dlugo po odcinku.
Owe przypadki zauwazylem miedzy innymi w osiemnastych odcinkach piatych sezonow Desperate Housewives i Grey s Anatomy . Podobnie bylo w przepieknej scenie z Tracy w dwudziestym odcinku trzeciego sezonu Heroes . Czesto zachwycajace sceny sa tez w ostatnich odcinkach Ugly Betty .
Nie wspominajac juz o Lost , ktory jest tak zdrowo jebniety, ze az zachwycajacy. Serio, ja ten serial ogladam i po kazdym odcinku mowie Boze, jaki chory odcinek , ale mimo wszystko wiem, ze mi sie podobalo. Nie mniej jednak czekam na naprawde porzadne wyjasnienie tego calego balaganu w ostatnim odcinku. Moze bedzie tak, ze calosc zamknie sie klamra i pierwszy odcinek pierwszego sezonu to jednoczesnie ostatni szostego?
http://pl.wikipedia.org/wiki/Cliffhanger
Wbrew pozorom wiem co to cliffhanger ^^