Albumy, cz. 2

Dziś m.in. trzy kotlety Comy oraz dwa albumy z Glee. Coma – Live Od 2008 roku, kiedy Coma wydała „Hipertrofię” jest cisza, jeśli chodzi o coś nowego. Wspomniana „Hipertrofia” oraz wcześniejsze płyty są odgrzewane na wszelkie możliwe sposoby. Pierwszym z nich jest płyta „Live”, czyli po prostu koncert na żywo. Jeśli ktoś był już na [...]

Dziś m.in. trzy kotlety Comy oraz dwa albumy z Glee. :)

Coma – Live

Coma Live Od 2008 roku, kiedy Coma wydała „Hipertrofię” jest cisza, jeśli chodzi o coś nowego. Wspomniana „Hipertrofia” oraz wcześniejsze płyty są odgrzewane na wszelkie możliwe sposoby. Pierwszym z nich jest płyta „Live”, czyli po prostu koncert na żywo. Jeśli ktoś był już na koncercie Comy, to słuchanie tej płyty pozwoli mu odtworzyć tamte emocje – bo ja byłem i było naprawdę świetnie. Jeśli ktoś nie był może mieć drobne problemy z przyswojeniem sobie tego krążka. Trzeba lubić Comę i tę charakterystyczna manierę Roguckiego. „Trujące rośliny” czy „Sto tysięcy jednakowych miast” na żywo brzmią znakomicie. Pomiędzy utworami mamy przerywniki nazywane kolejno „Drzwi XX” (gdzie XX to kolejne numery od 01 do 06). 7/10

Coma – Symfonicznie

Coma Symfonicznie Drugim odgrzewanym kotletem był kolejny koncert na żywo, tym razem jednak jest to koncert z towarzyszeniem orkiestry symfonicznej. No i tu już jest masakra, bo brzmi to dużo lepiej w takich wersjach. Na taki koncert niestety nie miałem jeszcze okazji się wybrać, a bardzo bym chciał. „Leszek Żukowski”, „Trujące rośliny”, „Wola istnienia…” czy w końcu „Sto tysięcy jednakowych miast”, brzmi to znakomicie. Brakuje mi trochę utworu „Cisza i ogień”, ale i tak zestaw jest niesamowity. Oczko wyżej niż w przypadku „Live8/10.

Coma – Excess

Coma Excess I na sam koniec, kolejny zespół, który próbuje wybić się poza Polskę. Coma nagrała swoje największe przeboje po angielsku, plus trzy nowe utwory – również po angielsku. Cóż, przyzwyczajony do wersji polskich na pewno podobają mi się one bardziej, jednak, jeśli chodzi o nowości to są interesujące, ale maniera Roguckiego po angielsku jest jednak trochę trudna do zrozumienia. Fajnie by było jakby wybili się poza Polskę, chociaż lekko w to wątpię. Coma Comą, ale nie widzę, aby jechali w jakąś europejską trasę. 7/10

Brodka – Granda

Brodka GrandaPoczekajcie, to na pewno polska płyta? Monika Brodka, znana z Idola, nagrała już dwie płyty i co prawda odniosły one jakiś tam sukces, ale za dobre nie były. Po kilku latach przerwy i szukania inspiracji, wokalistka wraca z nową płytą pt. „Granda”. I to jest coś. Zabawa dźwiękami, głosem, instrumentami… takie jest już dosyć oklepane, prawda? Bo o Hey bawi się dźwiękami i kilku innych polskich wokalistów…

Znów się wszyscy podzielili – jedni są zachwyceni, inni krzyczą, że kopiuje wspomniany Hey, ale także Marię Peszek czy Czesława, który Śpiewa. Cóż, moim zdaniem płyta jest fenomenalna i nie powiedziałbym, że ona ich kopiuje – po prostu się nimi inspiruje. Piosenki nie są aż tak do siebie podobne, zabawa instrumentami i wydumane teksty z niesamowitymi połączeniami związków wyrazowych wcale nie są przypisane jednym i tylko im. Nie jest tak, że inni nie mogą ich używać. Brodka ewidentnie miała niezły ubaw tworząc tę płytę. Mamy tu wpływy muzyki góralskiej, popu, rocku i zwariowane teksty. Krążek promuje jeden z lepszych utworów (mimo, że na początku nie przypadł mi do gustu) „W pięciu smakach”. Mowa o kaczce w pięciu smakach.

Prawdziwą perełką tego dzieła jest utwór „Excipit” zaśpiewany w całości po… francusku. Momentami aż mówiony, cicho i spokojnie. Urokliwe i robiące wrażenie. Ale utworów, które robią wrażenie jest więcej – „Krzyżówka dnia” czy tytułowa „Granda” to naprawdę dobre utwory. Tak Moniko, udało ci się, bardzo dobra, polska płyta, brawo. 8+/10

  • Najlepsze utwory: „Granda”, „Krzyżówka dnia”, „W pięciu smakach”, „Excipit
  • Najgorsze utwory: „Hejnał”, „Syberia

Mark Salling – Pipe Dreams

Mark Salling Pipe Dreams Mark Salling, czyli Puck z Glee. Akurat na jego płytę czekałem najmniej z wszystkich aktorów grających w tym serialu. No, ale skoro już wydał, to postanowiłem ją posłuchać. Jest to zupełnie inna muzyka niż ta w Glee i może, dlatego mi się nie podoba. Taka mieszanka lekkiego rocka z country. Właściwie żadna piosenka nie przypadła mi do gustu i nawet oceny nie będę wystawiał. Tylko zaznaczam, że przesłuchałem.

Glee: The Music, The Rocky Horror Glee Show

Glee The Music The Rocky Horror Glee ShowSerial Glee już kilka albumów wydał, ale jakoś nie było okazji o nich pisać. Tym razem z okazji odcinka, w którym obsada wystawiała musical „The Rocky Horror Show” została wydana EP-ka z siedmioma piosenkami wykonywanymi przez nich. Są nawet ok., aczkolwiek najlepsza i dużo przed pozostałymi jest utwór „Damn It, Janet” w wykonaniu Lei Michele i Cory’ego Monteith’a (Rachel i Finn). Ciekawostką jest również „Touch-a, Touch-a, Touch-a, Touch Me” w wykonaniu Jaymy Mays (Emma). Głosik ma słodziki i pewnie trochę przemielony przez komputer, ale całkiem fajnie to wyszło. Kawał głosu jak zwykle pokazała Amber Riley w utworze „Sweet Transvestite”. Swoje solo dostała nawet Naya Rivera (Santana), a zaskoczeniem był dla mnie mały udział Chrisa Coflera w całym tym przedsięwzięciu. Zazwyczaj to on dostaje najwięcej solówek (na spółkę z Leą). Całokształt bardzo na plus, tak pół na pół w skali. 5/10

  • Najlepsze utwory: „Damn It, Janet”, „Sweet Tranvestite”, „Over at the Frankenstein Place
  • Najgorsze utwory: „Whatever Happened to Saturday Night?

Brendan James – Brendan James

Brendan James - Brendan JamesPana Brendana znam zaledwie z jednej piosenki – „The Sun Will Rise”, które poznałem w którymś z seriali, bodajże Grey’s Anatomy. Po przesłuchaniu całej płyty (drugiej w karierze muzyka) zatytułowanej po prostu „Brendan James” byłem miło zaskoczony. Proste i urocze piosenki, ale mają coś w sobie, szczególnie np. „The Fall” czy „Your Beating Heart”. Coś jak taki Piasek w Polsce, co od kilkunastu lat śpiewa o tym samym, w ten sam sposób a Polacy (albo Polki) i tak go kochają. Brendan James na pewno jest bardziej utalentowany od Piaska.

Może zabrzmi to trochę jak wada, ale cała płyta jest lekko ‘pod jedno kopyto’. Piosenki są podobne, ale na pewno nie takie same. Można na pewno znaleźć coś dla siebie. Album idealnie wpasowuje się w klimat zimnej, wieczornej jesieni (jako ocieplacz) 6/10.

  • Najlepsze utwory: „Let It Rain”, „The Fall”, „Your Beating Heart
  • Najgorsze utwory: „Nothing for Granted

Wkrótce