-
Pages
- Gwiezdne Wojny (1 marca)
- O nowym Gadu-Gadu... (10 lutego)
- Nie zapomniałem (4 lutego)
- Chwilowy powrót (25 września)
- Mucha Wojewódzka (2 września)
Wymyślanie historii, fabuły bywa męczące, ale ten proces odbywa się w głowie. Samo pisanie to czysta przyjemność. I rytuał – idę do ulubionego sklepu, kupuję paczkę czystego papieru i nie mogę się doczekać, żeby zacząć go zapełniać.
– Woody Allen
Beyoncé Runs the World
Beyoncé - 4 (2011)
Trzeci solowy album Beyoncé zatytułowany I Am… Sasha Fierce był jednym z największych sukcesów w latach 2008-2009. Olbrzymia kampania promocyjna (o której wspomniałem m.in. w artykule o Bionic Christiny Aguilery) przyniosła mnóstwo korzyści w tym najważniejsze – 6 nagród Grammy. Potem Bey odeszła na krótkie wakacje, po czym w roku 2011 wraca z nowym krążkiem o prostym tytule 4. Oczekiwania były olbrzymie.
I oczywiście – jak można było się spodziewać – Ms. Knowles zdecydowanie im sprostowała. Pierwszym singlem promującym album jest żywiołowe Run the World (Girls). Początkowo ten utwór nie przypadł mi do gustu. Fakt, że nie jest to do końca oryginalna kompozycja, bo wykorzystuje sample z innego również nie przemawiała na jego korzyść. Jednak jest to tzw. grower, czyli dopiero z czasem można się przekonać do tej piosenki. Potem poznaliśmy End of Time (które wyciekło do internetu pod niepoprawnym tytułem Till the End of Time) i tu już było lepiej, skoczny, przebojowy, bardzo w stylu poprzedniej płyty. Jakież zaskoczenie było, gdy Beyoncé zaprezentowała dwie ballady – singiel promocyjny 1+1 (fenomenalnie zaśpiewany na żywo podczas finału American Idol) oraz oficjalny, drugi singiel Best Thing I Never Had. Kompletne odejście od stylistyki pierwszego singla, mocny, charakterystyczny wokal.
I właściwie taka cała jest płyta – bardziej jak 1+1 i Best Thing I Never Had. Bardziej klasyczny album, z mocnym głosem, mnóstwem nawiązań do lat 70. i 80, brzmienia retro, funky… Zakochałem się w tym albumie i mogę zaryzykować stwierdzenie, że jest lepszy od poprzedniego i najlepszy w karierze piosenkarki. Może to, dlatego, że nie spodziewałem się czegoś aż tak dobrego – bardziej kontynuacji I Am… Sasha Fierce. Beyoncé postawiła na coś kompletnie nowego, zrobienie prostego, ale urzekającego i mocnego albumu. Dla mnie prawdziwym majstersztykiem jest np. utwór Love on Top, gdzie artystka bodajże 3 czy 4 razy podbija swój wokal i śpiewa coraz wyżej. Kocham cudowne odliczanie w Countdown (zdecydowanie materiał na singiel!), nikt tak pięknie nie mówi ile to jest jeden plus jeden w balladzie 1+1. Uwielbiam refren w I Care – prosty i trochę naiwny, ale cudownie zaśpiewany, urzeka I Miss You. W końcu Rather Die Young, które brzmi tajemniczo, trochę jak piosenka do filmów o Bondzie oraz ballada I Was Here napisana przez Diane Warren i określana przez nią, jako jeden z jej najlepszych utworów (a przecież napisała takie hity jak I Don't Want to Miss a Thing Aerosmith, Because You Loved Me Céline Dion, Un-Break My Heart Toni Braxton czy ostatni zwycięzca Złotego Globa You Haven’t See the Last of Me Cher).
Uff, pisałbym i pisał, ale to naprawdę bardzo dobry krążek, z którym jak najbardziej polecam się zapoznać. Słucham go już od kilkunastu dni i przestać nie mogę. Jedyny utwór – o którym nie napisałem tu ani słowa - a to dlatego że mi się nie podoba, to Party z gościnnym udziałem André 3000 z Outkast. Oczekiwałem czegoś naprawdę na party, a tu bardziej taki spokojny, chilloutowy utwór, mi się po prostu nie podoba, tyle. Reszta jest niesamowita i kocham ten album. Mam nadzieję, że poradzi sobie znakomicie na wszelakich Billboardach, notowaniach, zestawieniach, a przede wszystkim na Grammy.
Beyoncé - 4 (2011)
Trzeci solowy album Beyoncé zatytułowany I Am… Sasha Fierce był jednym z największych sukcesów w latach 2008-2009. Olbrzymia kampania promocyjna (o której wspomniałem m.in. w artykule o Bionic Christiny Aguilery) przyniosła mnóstwo korzyści w tym najważniejsze – 6 nagród Grammy. Potem Bey odeszła na krótkie wakacje, po czym w roku 2011 wraca z nowym krążkiem o prostym tytule 4. Oczekiwania były olbrzymie.
I oczywiście – jak można było się spodziewać – Ms. Knowles zdecydowanie im sprostowała. Pierwszym singlem promującym album jest żywiołowe Run the World (Girls). Początkowo ten utwór nie przypadł mi do gustu. Fakt, że nie jest to do końca oryginalna kompozycja, bo wykorzystuje sample z innego również nie przemawiała na jego korzyść. Jednak jest to tzw. grower, czyli dopiero z czasem można się przekonać do tej piosenki. Potem poznaliśmy End of Time (które wyciekło do internetu pod niepoprawnym tytułem Till the End of Time) i tu już było lepiej, skoczny, przebojowy, bardzo w stylu poprzedniej płyty. Jakież zaskoczenie było, gdy Beyoncé zaprezentowała dwie ballady – singiel promocyjny 1+1 (fenomenalnie zaśpiewany na żywo podczas finału American Idol) oraz oficjalny, drugi singiel Best Thing I Never Had. Kompletne odejście od stylistyki pierwszego singla, mocny, charakterystyczny wokal.
I właściwie taka cała jest płyta – bardziej jak 1+1 i Best Thing I Never Had. Bardziej klasyczny album, z mocnym głosem, mnóstwem nawiązań do lat 70. i 80, brzmienia retro, funky… Zakochałem się w tym albumie i mogę zaryzykować stwierdzenie, że jest lepszy od poprzedniego i najlepszy w karierze piosenkarki. Może to, dlatego, że nie spodziewałem się czegoś aż tak dobrego – bardziej kontynuacji I Am… Sasha Fierce. Beyoncé postawiła na coś kompletnie nowego, zrobienie prostego, ale urzekającego i mocnego albumu. Dla mnie prawdziwym majstersztykiem jest np. utwór Love on Top, gdzie artystka bodajże 3 czy 4 razy podbija swój wokal i śpiewa coraz wyżej. Kocham cudowne odliczanie w Countdown (zdecydowanie materiał na singiel!), nikt tak pięknie nie mówi ile to jest jeden plus jeden w balladzie 1+1. Uwielbiam refren w I Care – prosty i trochę naiwny, ale cudownie zaśpiewany, urzeka I Miss You. W końcu Rather Die Young, które brzmi tajemniczo, trochę jak piosenka do filmów o Bondzie oraz ballada I Was Here napisana przez Diane Warren i określana przez nią, jako jeden z jej najlepszych utworów (a przecież napisała takie hity jak I Don't Want to Miss a Thing Aerosmith, Because You Loved Me Céline Dion, Un-Break My Heart Toni Braxton czy ostatni zwycięzca Złotego Globa You Haven’t See the Last of Me Cher).
Uff, pisałbym i pisał, ale to naprawdę bardzo dobry krążek, z którym jak najbardziej polecam się zapoznać. Słucham go już od kilkunastu dni i przestać nie mogę. Jedyny utwór – o którym nie napisałem tu ani słowa - a to dlatego że mi się nie podoba, to Party z gościnnym udziałem André 3000 z Outkast. Oczekiwałem czegoś naprawdę na party, a tu bardziej taki spokojny, chilloutowy utwór, mi się po prostu nie podoba, tyle. Reszta jest niesamowita i kocham ten album. Mam nadzieję, że poradzi sobie znakomicie na wszelakich Billboardach, notowaniach, zestawieniach, a przede wszystkim na Grammy.
MUZYKA: The Best of 2010 (5 – 1)

5. Monika Brodka – Granda
Te wszystkie peany, które wszyscy pieją na temat tej płyty są lekko przesadzone, nie mniej jednak jest to naprawdę bardzo dobra płyta i myślę, że właśnie w takim ciekawym, folkowo-eksperymentalnym klimacie Brodka powinna zostać. Płyta świetna, ale strasznie krótka. „Krzyżówka dnia” rządzi. (Więcej.)
4. Christina Aguilera i Cher – Burlesque Soundtrack
Dwie piosenki Cher oraz osiem Christina w tym nominowane do Złotych Globów „You Haven’t See the Last of Me” (Cher) i „Bound to You” (Christina). Soundtrack znakomity, jeszcze nie wiem jak sam film, ale tych piosenek mogę słuchać i słuchać. „Express”, wspomniane „Bound to You”, „Show Me How You Burlesque” czy „The Beautiful Life”. Brawo, brawo – soundtrack roku?
3. Katy Perry – Teenage Dream
Nie lepszy od „One of the Boys”, ale w tym roku jedna z najlepszych płyt. Cztery piosenki na pierwszym miejscu Billboardu. Mnóstwo potencjalnych hitów, teraz na listy wkracza „E.T.” mam nadzieję, że również będzie bardzo wysoko. Jeśli Katy zdecyduje się na piąty singiel to niech to będzie „Circle the Drain”. (Więcej.)
2. Shakira – Sale el sol
Zupełnie nieoczekiwanie Shakirze udało się stworzyć wspaniały krążek. Nie oczekiwałem po „Sale el sol” wiele, a otrzymałem aż nadto. I co z tego, że jej piosenki nie zdobywają Billboardu, singiel „Loca”, co chwila puszczany jest w polskich radiach, w zagranicznych europejskich również. Shakira ma swoją niszę i nie potrzebuje Billboardu, aby być wielką. (Więcej.)
1. Christina Aguilera – Bionic
No i co z tego, że słabo się sprzedało. I co z tego, że wszyscy twierdzą, że to flop i słaba płyta. Dla mnie to jest zdecydowanie krążek roku 2010. Mnóstwo hitów, szybkich i wolnych piosenek, do których bardzo chętnie wracam, co raz. Może Ameryka nie była przygotowana na taką Christinę, bo już soundtrack do Burlesque lepiej sobie radzi, nie mniej jednak ja wolałbym ją w takich rytmach. Kolejna płyta pewnie będzie powrotem do „Stripped” albo do „Back to Basics”. Albo w ogóle czymś pośrednim. Co by to nie było, czekam niecierpliwie. A tymczasem „Not Myself Tonight”, piosenka roku z płyty roku. (Więcej.)

5. Monika Brodka – Granda
Te wszystkie peany, które wszyscy pieją na temat tej płyty są lekko przesadzone, nie mniej jednak jest to naprawdę bardzo dobra płyta i myślę, że właśnie w takim ciekawym, folkowo-eksperymentalnym klimacie Brodka powinna zostać. Płyta świetna, ale strasznie krótka. „Krzyżówka dnia” rządzi. (Więcej.)
4. Christina Aguilera i Cher – Burlesque Soundtrack
Dwie piosenki Cher oraz osiem Christina w tym nominowane do Złotych Globów „You Haven’t See the Last of Me” (Cher) i „Bound to You” (Christina). Soundtrack znakomity, jeszcze nie wiem jak sam film, ale tych piosenek mogę słuchać i słuchać. „Express”, wspomniane „Bound to You”, „Show Me How You Burlesque” czy „The Beautiful Life”. Brawo, brawo – soundtrack roku?
3. Katy Perry – Teenage Dream
Nie lepszy od „One of the Boys”, ale w tym roku jedna z najlepszych płyt. Cztery piosenki na pierwszym miejscu Billboardu. Mnóstwo potencjalnych hitów, teraz na listy wkracza „E.T.” mam nadzieję, że również będzie bardzo wysoko. Jeśli Katy zdecyduje się na piąty singiel to niech to będzie „Circle the Drain”. (Więcej.)
2. Shakira – Sale el sol
Zupełnie nieoczekiwanie Shakirze udało się stworzyć wspaniały krążek. Nie oczekiwałem po „Sale el sol” wiele, a otrzymałem aż nadto. I co z tego, że jej piosenki nie zdobywają Billboardu, singiel „Loca”, co chwila puszczany jest w polskich radiach, w zagranicznych europejskich również. Shakira ma swoją niszę i nie potrzebuje Billboardu, aby być wielką. (Więcej.)
1. Christina Aguilera – Bionic
No i co z tego, że słabo się sprzedało. I co z tego, że wszyscy twierdzą, że to flop i słaba płyta. Dla mnie to jest zdecydowanie krążek roku 2010. Mnóstwo hitów, szybkich i wolnych piosenek, do których bardzo chętnie wracam, co raz. Może Ameryka nie była przygotowana na taką Christinę, bo już soundtrack do Burlesque lepiej sobie radzi, nie mniej jednak ja wolałbym ją w takich rytmach. Kolejna płyta pewnie będzie powrotem do „Stripped” albo do „Back to Basics”. Albo w ogóle czymś pośrednim. Co by to nie było, czekam niecierpliwie. A tymczasem „Not Myself Tonight”, piosenka roku z płyty roku. (Więcej.)
MUZYKA: The Best of 2010 (10 – 6)

10. Nelly Furtado – The Best of Nelly Furtado
Składanka Nelly Furtado to nie tylko jej największe hity, którymi zdecydowanie zdobyłaby sobie miejsce w moim TOP10, ale także trzy dodatkowe utwory: świetne „Night Is Young”, piękna ballada „Stars” i trochę nijaka piosenka „Girlfriend in the City”. Zabrakło mi trochę utworów z krążka „Mi plan” (jest tylko „Manos al aire”), ale i tak jest to świetny dobór piosenek i hitów, których Nelly Furtado miała przecież mnóstwo. Maneater!
9. Maroon 5 – Hands All Over
Zaskoczyli mnie. Nie byłem ich jakimś wielkim fanem, a płyta strasznie przypadła mi do gustu. Sporo świetnych piosenek i proszę bardzo, miejsce 9. (Więcej.)
8. Rihanna – Loud
Pisałem już, lekko zawiodła, ale za takie utwory jak „Only Girl (In the World)” i „What’s My Name?” nie mogło być inaczej. (Więcej.)
7. Sarah Connor – Real Love
Za te wszystkie ballady. (Więcej.)
6. Ke$ha – Cannibal
Ke$ha w tym roku wydała dwa krążki, jeden normalny „Animal” a drugi to jego rozszerzenie, tzw. EP-ka. I tak „Animal” nie znalazł się u mnie nawet w TOP20, tak „Cannibal” zawędrował aż na miejsce szóste. No, bo to kilka naprawdę fajnych, zwariowanych utworów. Wystarczy wymienić tutaj „Cannibal” i „Blow”. I nic więcej nie trzeba dodawać. A jest przecież jeszcze „Sleazy”, „We R Who We R” czy „The Harold Song”.
The Best of 2010: [20 - 11] [10 - 6] [5 - 1]
C.D.N.

10. Nelly Furtado – The Best of Nelly Furtado
Składanka Nelly Furtado to nie tylko jej największe hity, którymi zdecydowanie zdobyłaby sobie miejsce w moim TOP10, ale także trzy dodatkowe utwory: świetne „Night Is Young”, piękna ballada „Stars” i trochę nijaka piosenka „Girlfriend in the City”. Zabrakło mi trochę utworów z krążka „Mi plan” (jest tylko „Manos al aire”), ale i tak jest to świetny dobór piosenek i hitów, których Nelly Furtado miała przecież mnóstwo. Maneater!
9. Maroon 5 – Hands All Over
Zaskoczyli mnie. Nie byłem ich jakimś wielkim fanem, a płyta strasznie przypadła mi do gustu. Sporo świetnych piosenek i proszę bardzo, miejsce 9. (Więcej.)
8. Rihanna – Loud
Pisałem już, lekko zawiodła, ale za takie utwory jak „Only Girl (In the World)” i „What’s My Name?” nie mogło być inaczej. (Więcej.)
7. Sarah Connor – Real Love
Za te wszystkie ballady. (Więcej.)
6. Ke$ha – Cannibal
Ke$ha w tym roku wydała dwa krążki, jeden normalny „Animal” a drugi to jego rozszerzenie, tzw. EP-ka. I tak „Animal” nie znalazł się u mnie nawet w TOP20, tak „Cannibal” zawędrował aż na miejsce szóste. No, bo to kilka naprawdę fajnych, zwariowanych utworów. Wystarczy wymienić tutaj „Cannibal” i „Blow”. I nic więcej nie trzeba dodawać. A jest przecież jeszcze „Sleazy”, „We R Who We R” czy „The Harold Song”.
The Best of 2010: [20 - 11] [10 - 6] [5 - 1]
C.D.N.
MUZYKA: The Best of 2010 (20 – 11)

Czas w końcu na moje podsumowanie roku pod względem muzycznym. Podsumowanie filmowe na FIlmlog.pl będzie pod koniec lutego. Tutaj 20 najlepszych krążków roku 2010 wg mnie. W nawiasach po kliknięciu w słowo „Więcej” przeniesie was do notek, gdzie pisałem o danych albumach. O tych, o których tego nie zrobiłem, to starałem się poświęcić im kilka słów tutaj.
20. M.I.A. – MAYA
Udana zabawa słowami, muzyką, dźwiękami i popularnymi gadżetami czy portalami jak Youtube, Facebook itp. „XXXO” miażdży. (Więcej.)
19. Kelis – Flesh Tone
Kiedyś śpiewała R&B i wychodziło jej to dobrze. Postanowiła eksperymentować z muzyką elektroniczną i wyszła na tym bardzo dobrze. Wspaniałe „Acapella” czy „Brave”. Muzyka electro, jakiej nie powstydziłby się Tiesto czy ATB. Kelis bawi się muzyką, jaki będzie jej kolejny album? Jazz? Wszystko jest możliwe.
18. Brendan James – Brendan James
Fajne piosenki, w USA to standard a u nas kogoś takiego nie ma. (Więcej.)
17. Bruno Mars - Doo-Wops & Hooligans
„Just the Way You Are”, „Granade” i „Marry You” – trzy piosenki wystarczyłyby wbić się aż na miejsce 16. Pozostałe utwory też są dobre, ale te trzy wybijają się na przód.
16. Enrique Iglesias – Euphoria
Się nie śmiać. Fajne jest „I Like It”, fajne jest „Dirty Dancer” z Usherem czy w końcu wspaniałe jest „Heartbeat” z Nicole Scherzinger. Hiszpańskie piosenki mnie zawiodły. Taka pół na pół płyta.
15. Apocalyptica – 7th Symphony
Dwie naprawdę bardzo dobre piosenki z wokalem i kilka bez. Czasem mam ochotę posłuchać właśnie takiej muzyki (tych bez wokali) i razem w zestawieniu z poprzednią płytą wypada bardzo fajnie, taki mix. (Więcej.)
14. Enej – Folkorabel
Olsztyński zespół wydał drugą płytę i jest ona prawdopodobnie lepsza od poprzedniej („Ulice”). Moje serce zdecydowanie podbiła optymistyczna „Coppernicana” i utopijny „Hermetyczny świat”, zwariowana „Rahela” i odnowiony „Kuba Gang” (znany już wcześniej, jako demo). I w końcu trzy wspaniałe single – „Radio Hello”, „Pan Babilon” i najnowszy „Państwo B” (teledysk w produkcji). To, co najbardziej mi w tej płycie przypadło to fakt, że jest taka… olsztyńska. Enej nie stara się wbić w jakieś trendy czy coś takiego, śpiewa w swoim własnym warmińsko-mazursko-ukraińskim stylu. I to jest fajne.
13. Glee Cast – Glee, The Music, Volume 4
Miałem lekki kłopot, który krążek jest lepszy – Volume 4 czy Christimas Album. Volume 4 jest bardziej zróżnicowany i mamy solówki i wokale prawie całej obsady. Zdecydowanie rządzą takie covery jak „Marry You” (wszyscy), „Valerie” (Santana), „(I’ve Had) The Time of My Life” (wszyscy plus solówki Quinn i Sama) czy covery piosenek Britney Spears – fanatstyczne „Toxic” (wszyscy) i „Me Against The Music” (Brittany i Santana). Jest też gościnna piosenka śpiewana przez Gwynteh Paltrow „Forget You”. Ogółem całkiem udany krążek, ale…
12. Glee Cast – Glee, The Music, Christmas Album
… Świąteczny album wygrał dzięki Lei Michele. Na tym powyżej jest jej bardzo mało, głównie w duetach czy występach grupowych, a tutaj ma swoje pięć minut. Wspaniałe „O Holy Night” i „Merry Christmas Darling” oraz „Last Christmas” – najlepszy cover tej znanej wszystkim piosenki. Bardzo do gustu przypadł mi również duet Kurta i Blaina, czyli „Baby, It’s Cold Outside”. Podsumowując mimo faktu, że Volume 4 ma bardziej różnorodne piosenki, to Christimas Album podoba mi się bardziej. (Więcej.)
11. Hurts – Happiness
Najbardziej zaskakujący debiut tego roku. Wspaniałe, alternatywne brzmienie… niektórzy już zachwalają, że to nowe Radiohead i jeszcze inne, zaskakujące nagłówki. Mnie początkowo nie zachwycili, spodobał mi się tylko duet z Kylie Minogue – „Devotion” – z czasem bardziej wsłuchałem się w krążek i jest naprawdę dobry. Szczególnie piosenka „Wonderful Life”.
c. d. n.

Czas w końcu na moje podsumowanie roku pod względem muzycznym. Podsumowanie filmowe na FIlmlog.pl będzie pod koniec lutego. Tutaj 20 najlepszych krążków roku 2010 wg mnie. W nawiasach po kliknięciu w słowo „Więcej” przeniesie was do notek, gdzie pisałem o danych albumach. O tych, o których tego nie zrobiłem, to starałem się poświęcić im kilka słów tutaj.
20. M.I.A. – MAYA
Udana zabawa słowami, muzyką, dźwiękami i popularnymi gadżetami czy portalami jak Youtube, Facebook itp. „XXXO” miażdży. (Więcej.)
19. Kelis – Flesh Tone
Kiedyś śpiewała R&B i wychodziło jej to dobrze. Postanowiła eksperymentować z muzyką elektroniczną i wyszła na tym bardzo dobrze. Wspaniałe „Acapella” czy „Brave”. Muzyka electro, jakiej nie powstydziłby się Tiesto czy ATB. Kelis bawi się muzyką, jaki będzie jej kolejny album? Jazz? Wszystko jest możliwe.
18. Brendan James – Brendan James
Fajne piosenki, w USA to standard a u nas kogoś takiego nie ma. (Więcej.)
17. Bruno Mars - Doo-Wops & Hooligans
„Just the Way You Are”, „Granade” i „Marry You” – trzy piosenki wystarczyłyby wbić się aż na miejsce 16. Pozostałe utwory też są dobre, ale te trzy wybijają się na przód.
16. Enrique Iglesias – Euphoria
Się nie śmiać. Fajne jest „I Like It”, fajne jest „Dirty Dancer” z Usherem czy w końcu wspaniałe jest „Heartbeat” z Nicole Scherzinger. Hiszpańskie piosenki mnie zawiodły. Taka pół na pół płyta.
15. Apocalyptica – 7th Symphony
Dwie naprawdę bardzo dobre piosenki z wokalem i kilka bez. Czasem mam ochotę posłuchać właśnie takiej muzyki (tych bez wokali) i razem w zestawieniu z poprzednią płytą wypada bardzo fajnie, taki mix. (Więcej.)
14. Enej – Folkorabel
Olsztyński zespół wydał drugą płytę i jest ona prawdopodobnie lepsza od poprzedniej („Ulice”). Moje serce zdecydowanie podbiła optymistyczna „Coppernicana” i utopijny „Hermetyczny świat”, zwariowana „Rahela” i odnowiony „Kuba Gang” (znany już wcześniej, jako demo). I w końcu trzy wspaniałe single – „Radio Hello”, „Pan Babilon” i najnowszy „Państwo B” (teledysk w produkcji). To, co najbardziej mi w tej płycie przypadło to fakt, że jest taka… olsztyńska. Enej nie stara się wbić w jakieś trendy czy coś takiego, śpiewa w swoim własnym warmińsko-mazursko-ukraińskim stylu. I to jest fajne.
13. Glee Cast – Glee, The Music, Volume 4
Miałem lekki kłopot, który krążek jest lepszy – Volume 4 czy Christimas Album. Volume 4 jest bardziej zróżnicowany i mamy solówki i wokale prawie całej obsady. Zdecydowanie rządzą takie covery jak „Marry You” (wszyscy), „Valerie” (Santana), „(I’ve Had) The Time of My Life” (wszyscy plus solówki Quinn i Sama) czy covery piosenek Britney Spears – fanatstyczne „Toxic” (wszyscy) i „Me Against The Music” (Brittany i Santana). Jest też gościnna piosenka śpiewana przez Gwynteh Paltrow „Forget You”. Ogółem całkiem udany krążek, ale…
12. Glee Cast – Glee, The Music, Christmas Album
… Świąteczny album wygrał dzięki Lei Michele. Na tym powyżej jest jej bardzo mało, głównie w duetach czy występach grupowych, a tutaj ma swoje pięć minut. Wspaniałe „O Holy Night” i „Merry Christmas Darling” oraz „Last Christmas” – najlepszy cover tej znanej wszystkim piosenki. Bardzo do gustu przypadł mi również duet Kurta i Blaina, czyli „Baby, It’s Cold Outside”. Podsumowując mimo faktu, że Volume 4 ma bardziej różnorodne piosenki, to Christimas Album podoba mi się bardziej. (Więcej.)
11. Hurts – Happiness
Najbardziej zaskakujący debiut tego roku. Wspaniałe, alternatywne brzmienie… niektórzy już zachwalają, że to nowe Radiohead i jeszcze inne, zaskakujące nagłówki. Mnie początkowo nie zachwycili, spodobał mi się tylko duet z Kylie Minogue – „Devotion” – z czasem bardziej wsłuchałem się w krążek i jest naprawdę dobry. Szczególnie piosenka „Wonderful Life”.
c. d. n.



