Tytuł oczywiście trochę przesadzony, ale przecież chodzi o to, aby był w miarę chwytliwy i zainteresował czytelnika. Rzecz rozchodzi się o to, że w końcu dostałem się na wymarzone studia o wdzięcznej nazwie ‘Dziennikarstwo i komunikacja społeczna’. Droga była bardzo długa.

Jakiś rok temu po zdanej maturze złożyłem papiery na UWM, na wyżej wymieniony kierunek. Nie dostałem się, więc aby studiować ‘cokolwiek’, wybrałem w miarę interesujący kierunek ‘Nauki o rodzinie’ (pochodna psychologii, na którą kiedyś kiedyś chciałem iść). Postanowiłem spędzić ten rok właśnie tu, po czym poprawić wynik z matury z języka angielskiego – podstawowy napisałem na 90%, a w maju br., dodałem do tego poziom rozszerzony z 67 procentami.

Złożyłem papiery i… dostałem się. Nawet nie wyobrażacie sobie, jaki szczęśliwy byłem, gdy w noc z czwartku na piątek (23 -> 24.07) Przeczytałem „Kandydat zakwalifikowany”. Szybko w piątek dostarczyłem dokumenty i oto jestem.


* * * * * * * * *

|